MKS Bzura po zaciętym meczu pokonała MKS Sudety Kamienna Góra. Mecz momentami był rozgrywany na wysokim poziomie. Trener Sudetów Ratajczak po meczu powiedział, że to tylko sport a z taką grą nie ma co myśleć o awansie do pierwszej ligi.
Pierwszy set to wyrównana gra od początku do stanu 16:15 dla Bzury, w tym momencie na halę przy ulicy Traugutta wkroczyli z głośnym dopingiem kibice Sudetów, którzy przemierzyli setki kilometrów, aby dopingować swoją drużynę. Od tego momentu do końca Bzura zdobyła jeszcze tylko dwa punkty i przegrała pierwszego seta 18:25.
Zwycięstwo miejscowych w secie drugim również wisiało na włosku. Prowadzenie Sudetów od początku było wyraźne (4:1). Choć zawodnicy Bzury się starali, nie mogli się przeciwstawić grających na fali rywalom. Przegrywali już 20:16. Jednak w pewnym momencie nastąpił zryw ozorkowian, którzy zdołali wyrównać, a w konsekwencji wygrać seta 28:26. Tym samym wrócili z dalekiej podróży.
W trzecim secie szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na korzyść miejscowych. Prowadzili wyraźnie od początku i trzeciego seta wygrali 25:20. Gra toczyła się na wysokim poziomie. Liderem w drużynie Bzury był Marcin Sadecki, a drużyny Sudetów Maciej Zając.
Czwarty set, wydawało się że ostatni, od początku przebiegał pod dyktando Bzury. W tym momencie ozorkowianie mieli równomiernie rozłożony atak na większą liczbę zawodników. Choć prowadzili wysoko, zdołali sobie wyrwać zwycięstwo w tej partii. Tym samym drużyna gości zdobyła punkt.
W tie-breaku pierwszy punkt zdobyli goście. W drużynie Bzury widać było pierwsze oznaki zwątpienia w końcowy sukces. W tym momencie Sudety wydawały się być bardziej zdeterminowane. Przy zmianie stron prowadzili 8:6. Jednak Bzura kolejne punkty zdobywało blokiem i stopniowo zaczęła odrabiać początkową stratę i w końcu wyszła na prowadzenie. Mecz zakończył się asem serwisowym ozorkowian przy stanie 15:12.
Wszystko ok. Tylko nie rozumiem, dlaczego Daniel Sęk gra na przyjęciu, skoro nowy nabytek, bodajże Artur Grzelik, zagrał ładne spotkanie i to on powinien tworzyć parę przyjmujących z Piotrkiem Janiakiem.
Co raz mniej przyjmujących, jeszcze 2-3 lata temu mieliśmy tyle bogactwa na tej pozycji: Wojciechowski, Pietrzak, Kacprzak, Antosiak, Parkitny. Przydał by się jeszcze jeden klasowy przyjmujący. Aż chce się krzyknąć: Twardy wróć!