Niespodziewanie dla lidera I ligi zakończył się mecz III rundy Pucharu
Polski. Avia Świdnik przegrała w Ozorkowie z tamtejszą Bzurą 1:3 i
odpadła z dalszych rozgrywek.
Szczególnie zaskakujący przebieg miał set pierwszy i trzeci, w
których goście osiągali dużą przewagę a zwycięską ręką wychodzili
gospodarze.
Oba zespoły spisują się dobrze w swoich rozgrywkach ligowych, z tą
tylko różnicą że Avia gra w wyższej klasie rozgrywkowej i pretenduje do
awansu do PLS. Jednak na boisku nie było tej różnicy widać.
Zawodnicy miejscowi nie przestraszyli się takich nazwisk jak chociażby Maciej Jarosz,
chociaż na początku gra im się nie układała. Przegrywali wysoko 9:15,
10:16. Jednak zdołali doprowadzić do remisu po 22. Później zrobiło się
bardzo nerwowo dla miejscowych, gdyż dwa błędy dotknięcia siatki
popełnił Daniel Sęk, w tym momencie dwie piłki
meczowe miała Avia. Jednak kolejny zryw Bzury przyniósł jej kolejne
trzy punkty i to ozorkowianie mieli piłkę meczową. Jednak też jej nie
wykorzystali. Co się odwlecze to nie uciecze, mówi stare przysłowie.
Seta atakiem z prawego skrzydła zakończył kapitan Bzury Marcin Sadecki.
W drugiej partii w drużynie gospodarzy nastąpiła zmiana, za Przemysława Prawdę pojawił się Piotr Janiak.
Przyniosło to taki skutek, że Bzura od początku uzyskała dużą przewagę.
Jednak w pewnym momencie goście zaczęli lepiej serwować i stopniowo
zmniejszali przewagę, tak skutecznie że wygrali tego seta do 21.
Trzeci set to swoiste "deja vu" z seta pierwszego. Na pochwałę w tej partii zasłużył rozgrywający Bzury Rafał Grabarczyk, który doskonale serwował, a w całym meczu popisał się czterema asami. Dobrze atakował Daniel Sęk, Przemysław Antosiak i Piotr Janiak.
Set zakończył się wynikiem 27:25 dla Bzury, również przy dwóch piłkach
setowych dla gości, którzy przecierali oczy ze zdumienia.
Set ostatni to znów popis w zagrywce Rafała Grabarczyka, a w ataku Przemysława Prawdy.
Mimo kilku przestojów set ten przebiegał pod dyktando Bzury, którzy
prowadzili 8:4. Jednak zrobiło się już 12:10. Od tego momentu Bzura
znowu odskoczyła na 17: 12, 19:13. Goście potrafili jeszcze doprowadzić
do stanu 23:19, jednak od tej pory nie zdobyli już punktu i musieli
uznać wyższość gospodarzy.
Mecz był bardzo emocjonujący, trzymał w napięciu. Zmieniająca się
sytuacja mogła przyprawić miejscowych kibiców o palpitację serca.
Refleksja po tym meczu dotyczy tego, że Bzura Ozorków powinna jak
najszybciej wrócić do pierwszej ligi, ponieważ w PP potrafi skutecznie
walczyć z jej liderem. Następnym przeciwnikiem Bzury będzie Trefl
Gdańsk.