Orły z Międzyrzecza miały na boisku beniaminka z Ozorkowa zgarnąć całą zdobycz, a wyszło zupełnie inaczej... - Bzura zaskoczyła nas na początku spotkania bardzo ostrą zagrywką, a do tego popełniliśmy aż 16 własnych błędów - mówił trener zespołu Włodzimierz Madej.
- Graliśmy na bardzo specyficznej hali, długiej i wyjątkowo wąskiej, ale nie sądzę, żeby było to dla moich doświadczonych graczy poważnym problemem. Zagraliśmy fatalnie w każdym elemencie sztuki siatkarskiej i dlatego nie przywieźliśmy do Międzyrzecza nawet punktu.
Przełomowy dla losów całego spotkania okazał się trzeci set. Orzeł prowadził w nim już 14:9, później było jeszcze 23:21, ale to siatkarze z Ozorkowa wygrali tą partię. - Moi gracze nie realizowali przedmeczowych założeń taktycznych. Szwankowało przyjęcie, blok też był słaby. Nawet nie napoczęliśmy naszych rywali zagrywką i nie zrobiliśmy im żadnej krzywdy - żalił się szkoleniowiec MOW Orła. - W piątek wyjaśni się sprawa kontraktu z Piotrem Gabrychem. W tygodniu na spokojnie przeanalizujemy naszą postawę w Ozorkowie i nie wyobrażam sobie powtórki takiego scenariusza w kolejnym spotkaniu z drużyną z Mławy.