Świąteczna forma nie przeszkodziła Jadarowi zakończyć pierwszej rundy rozgrywek trzynastym zwycięstwem. Teraz w lidze nastąpi przerwa świąteczno-noworoczna, a radomscy kibice ponownie obejrzą siatkarzy w akcji 7 stycznia.
W remontowanej hali MOSiR-u podczas meczu Jadaru z Bzurą było zimno i nudno. Najważniejsze jednak, że radomianie, grając przeciętnie, znaleźli sposób na to, by ograć rywala i zakończyć rundę kolejnym zwycięstwem. - To prawda, że zaprezentowaliśmy świąteczna formę, ale znów wygraliśmy. Możemy być chyba zadowoleni z dorobku punktowego - powiedział po meczu trener Jadaru Grzegorz Wagner.
Na parkiecie emocji i wielkiej siatkówki było jak na lekarstwo. Po pewnej wygranej w secie otwarcia zgodnie z niepisanym zwyczajem Wagner dokonał kilku zmian. Tym razem nie chodziło mu jednak o względy szkoleniowe. Trener Jadaru uznał, że siatkarze z podstawowego składu nie angażują w grę wszystkich swoich umiejętności. Grały więc rezerwy i trzeba przyznać, że poprawnie. - Niektórym siatkarzom wydaje się, że z takim przeciwnikiem można wygrać na stojąco. Uważam to za błąd. Jeszcze nie mają takich umiejętności - stwierdził szkoleniowiec.
Bzura, wykorzystując nonszalancję gospodarzy, mogła ugrać w Radomiu przynajmniej seta. W drugiej partii siatkarze Jadaru mieli problemy z przyjęciem zagrywki. Nie kończyli też ataków, choć wiele piłek wystawianych przez Łukasza Kruka było tym razem niedokładnych i rozgrywanych bez właściwego tempa. Goście dwukrotnie obejmowali prowadzenie. Było m.in. 16:14 i 18:17. Przy stanie 22:22 radomianie zdobyli dwa kolejne punkty i mieli piłkę setową w górze. Nie skończyli jednak ani tej, ani dwóch następnych akcji. Całe szczęście, że w końcówce goście mylili się w zagrywce, a ostatni punkt oddali po autowym zbiciu Adama Pietrzaka. Partia trzecia toczyła się już pod wyraźne dyktando radomian.
W drużynie radomskiej trudno kogokolwiek wyróżnić, ale momentami mogła się podobać gra środkowego bloku - Ukraińca Mykoli Karzova.
Ostatnie spotkanie ligowe w roku 2005 miało kilka miłych akcentów. Po meczu obchodzący w środę 40. urodziny Grzegorz Wagner otrzymał od przedstawicieli klubu kibica Jadaru okolicznościowy tort. Kwiaty wręczono natomiast Sebastianowi Pęcherzowi, który skończył 20 lat. Powody do szczególnej radości miał środkowy bloku Jadaru - Krzysztof Makaryk. Jego synek Maciuś, który nie opuszcza z mamą Agatą żadnego spotkania ligowego taty, po meczu zrobił samodzielnie kilka pierwszych kroków. Tata był bardzo szczęśliwy, miał nawet łezkę w oku, a całą sytuacją skomentował krótko: - Tak długo czekałem na ten moment...
Jadar Radom - Bzura Ozorków 3:0 (25:19, 28:26, 25:17)
Jadar tworzył zgrany i dobrze rozumiejący się team, dlatego wygrał. Gospodarze odrzucili nas od siatki zagrywką i nie mogliśmy wyprowadzić ataku. Nieźle też funkcjonował ich blok. W końcówce drugiego seta wypracowaliśmy jednak trzy sytuacje, po których mogliśmy wygrać partię. Niestety, trzykrotnie z zagrywki posłaliśmy piłkę w aut. Trudno się dziwić, że tak doświadczony zespół potrafił wykorzystać tę sytuację.
Paweł Biliński - libero Jadaru
Ten mecz na pewno nie mógł się podobać. Oba zespoły popełniły wiele prostych błędów. W decydujących momentach mieliśmy znacznie więcej atutów, dlatego możemy cieszyć się ze zwycięstwa. Nasza forma jest może świąteczna, bo zbliżają się święta. A tak poważniej to wynika to m.in. stąd, że ostatnio mieliśmy długie wyjazdy i nie było wiele czasu, by solidnie potrenować. Przed nami jest jeszcze wiele trudnych spotkań. Musimy zadbać o to, aby przed rundą play off wypracować jak najlepszą pozycję startową.
Tadeusz Prygiel - sympatyk siatkówki
Jadar zrobił, co do niego należało. Mecz na pewno nie był porywającym widowiskiem, ale siatkarze podobnie jak my wszyscy myśleli chyba o świętach. Siatkarze Bzury mieli okazję wygrać seta, ale trzykrotnie pomylili się w zagrywce. Po raz kolejny komplet punktów pozostał więc w Radomiu i to jest najważniejsze.