Ozorkowianie są zbulwersowani obyczajami, jakie panują w miejscowym magistracie. Osoby załatwiające sprawy meldunkowe lub wymieniające dowód osobisty (jedna czynność wiąże się z drugą, bo zmiana adresu oznacza konieczność wydania nowego dokumentu tożsamości) muszą odbywać wędrówki między położonymi przy dwóch różnych ulicach budynkami. Wszystko dlatego, że opłatę za dowód trzeba wnieść w kasie, która mieści się w głównej siedzibie Urzędu Miasta.
- Moja 80-letnia mama była ostatnio zmuszona załatwić formalności
związane z wymianą dowodu osobistego - opowiada Piotr Włodarek z
Ozorkowa. - Podwiozłem ją do wydziału spraw obywatelskich przy ul.
Listopadowej, z trudem weszła po schodach, a nie ma tu udogodnień dla
ludzi starszych czy niepełnosprawnych, po czym okazało się, że na
miejscu może tylko pobrać druk wniosku. Opłatę musi uiścić w kasie
urzędu, znajdującej się w innym budynku, przy ulicy Wigury. Przejście tam zajęło mamie kwadrans, bo na chodnikach leżała śniegowa breja. Kasa
jest na ostatnim piętrze, w samym końcu korytarza, aby tam dotrzeć,
mama musiała pokonać kilkadziesiąt bardzo stromych schodów. Czy ktoś
w tym urzędzie myśli o wygodzie interesantów, o ich czasie i być może
problemach z bieganiem po schodach?
Z wyjaśnień, jakie uzyskaliśmy w ozorkowskim magistracie, wynika, że do niedawna w budynku przy ul. Listopadowej można było kupić znaczki skarbowe potrzebne jako dowód opłacenia spraw urzędowych.
Od kiedy jednak znaczki zostały wycofane z obrotu (to decyzja Ministerstwa Finansów), opłaty trzeba wnosić gotówką.
To jest możliwe tylko w kasie, a ta mieści się w głównym budynku.
- Postaram się zająć tą sprawą i znaleźć takie rozwiązanie, żeby
petenci nie musieli chodzić pomiędzy różnymi budynkami - obiecuje
przewodniczący Rady Miejskiej Roman Kłopocki.