Dopalacze zabite deskami

34
142

Dał się oszukać i wynajął lokal użytkowy zgierzaninowi, który miał prowadzić w Ozorkowie sklep z kadzidełkami i kosmetykami. Okazało się, że sprzedaje w nim dopalacze. Właściciel budynku Grzegorz A. zrobił znacznie więcej niż radni, policja, rodzice i nauczyciele razem wzięci – zabił okna i drzwi sklepu deskami i płytami. Nie wpuścił sprzedawcy.

Właściciel dopalaczy odzyska towar, jak tylko komornik ściągnie od niego pieniądze za czynsz i prąd.

W listopadzie ubiegłego roku wynająłem sklep Piotrowi J. ze Zgierza – mówi właściciel lokalu. – Po rozpoczęciu sprzedaży innego asortymentu niż uzgodniony nie mogłem wypowiedzieć umowy. Sprzedaż dopalaczy jest bowiem legalna. Dzierżawca złamał in ne warunki umowy: nie zamontował licznika prądu. Od lutego nie płacił czynszu. W połowie lutego wymówiłem mu lokal. Ale on dalej handlował.

Właściciel budynku zwrócił się pisemnie do policji w Ozorkowie oraz do burmistrza z prośbą o pomoc w likwidacji sprzedaży namiastek narkotyków. Niestety, zbagatelizowano tę sprawę.

Skoro lokal został wynajęty na podstawie umowy cywilno-prawnej między dwoma prywatnymi podmiotami, władze miasta nie mają uprawnień, by interweniować w jakikolwiek sposób, ponieważ nie są stroną w sprawie – wyjaśnia Izabela Dobrynin, rzecznik Urzędu Miasta w Ozorkowie. – Pojawienie się sklepu było omawiane niejednokrotnie na sesjach Rady Miejskiej. Zarówno burmistrz, jak i radni są niezadowoleni z funkcjonowania sklepu, sprzedającego tego rodzaju specyfiki. Jednak w świetle prawa nie mają żadnych możliwości, by doprowadzić do zmiany asortymentu czy wymówienia najmu.

W tej sytuacji parę dni temu Grzegorz A. zaśrubował drzwi wejściowe, a okna zabił płytami. Nie wydał towaru. Zaskarżył dzierżawcę do Sądu Rejonowego w Zgierzu. Chce odzyskać swe pieniądze za pośrednictwem komornika. Grzegorz A. nie chce zdradzać swych personaliów i wizerunku. Dzierżawca Piotr J. nie figuruje w rejestrach firm
handlowych.

(WKU) Express Ilustrowany