Bagno na ulicy Kochanowskiego

17
128

„W tym roku zima nas zaskoczyła”. Te słowa nikogo już nie dziwią. Coroczną tradycją stał się fakt, że ludzie wychodzą przed swoje domy z łopatami, i odgarniają śnieg „jak mogą najlepiej”, bo do pracy jechać trzeba, bo dzieci do szkoły iść muszą, bo ktoś z rodziny zachorował i lekarz potrzebny…

W taka pogodę nikt z własnej nieprzymuszonej woli nie wychodzi z domu, bo i po co?

Od urodzenia mieszkam przy ulicy Jana Kochanowskiego w Ozorkowie. Okolica cicha i spokojna ale co mi po tym, skoro z domu ruszyć się nie mogę?
Każda próba wyjścia gdziekolwiek kończy się tak samo- przemoczone buty, skarpetki, błoto do kolan i pretensje dlaczego nikt z tym nic przez tyle lat nie zrobił?

Szczyt nerw dopadła mnie kilka dni temu wieczorem, kiedy to moje auto stanęło w poprzek ulicy i dalej, jechać już nie chciało.  Trzeba było pchać. Koleiny są tak duże, że auto nie jest w stanie przejechać między nimi.. Jeden sąsiad urwał zderzak, drugi tłumik, trzeciego też pchali, bo w błocie się zakopał…

To jest nasza uliczna codzienność.

 

{gallery}/news/2010/2/ulica/{/gallery}

Mieszkańcy tej części Ozorkowa pisali petycje do Pana Burmistrza już nie raz, prosili o pomoc… a tu.. zima przyszła a spycharki do śniegu jak nie było tak nie ma ! Raz, czy dwa z łaski swojej przejechała, bo na końcu ulicy jest ujście wody i odpowiednie służby dojechać tam musiały. Ten kawałek drogi od lat straszy swoim wyglądem w okresie zimowo – wiosennym..

A i latem nie jest wcale lepiej… Dziury, które porobiły przejeżdżające tędy tiry, są po dziś dzień . I nadal przypominają o sobie, bo ominąć się ich nie da… Obok ulicy Kochanowskiego biegnie ulica Wodna i Reja… Na żadnej z nich nie ma asfaltu.. Żeby chociaż szlaką je wysypano, żeby ludzie którzy miastem rządzą, przestali w końcu robić wszystko tylko wokół siebie i swoich znajomych.

Gdyby na Kochanowskiego mieszkał ktoś ważny… Gdyby na Kochanowskiego mieszkał Pan Burmistrz, to pewnie miejsce i pieniądze na prywatne lotnisko dla niego by się znalazły, bo stąd kawałek do Urzędu Miasta jednak jechać trzeba… Zastanawiam się, czy Pan Giziński byłby zadowolony, gdyby tak chociaż raz dziennie w wypastowanych bucikach i w spodniach w kant przeszedł się tym kawałkiem drogi, którego my mieszkańcy ulicy Kochanowskiego pokonujemy kilka razy dziennie.

A tuż obok naszego nieszczęścia wybudowano Aleje Unii… Udana inwestycja nie ma co… W końcu młodzież ma się gdzie ścigać, w końcu dzieciaki mają gdzie  radia ustawiać i ćwiczyć swój taniec. W końcu jest gdzie rzucać butelki po piwku i nie tylko….    No i od czasu do czasu słupek wyrwać można… Ile rzeczy można by zrobić za te pieniądze… Ile dróg naprawić… Ale po co się męczyć ? Chociaż teraz, pod koniec kadencji, może jednak uda się nam pomóc i doprowadzić drogę do porządku…. ? Jak Pan myśli, Panie Burmistrzu… ?

Ewelina Bartczak