Tańczący z… kozami

4
95

Letnicy wjeżdżający do Sokolnik przecierają oczy ze zdziwienia, widząc na niewielkiej działce kilkadziesiąt pasących się egzotycznych kóz.
To bodaj jedyna w województwie hodowla badawcza kóz alpejskich. By było bardziej egzotycznie, ich właściciel, chcąc być bliżej swych pupili, postanowił zamieszkać razem z nimi.

– Lubię być blisko zwierząt. Mogę je obserwować, a one, czując moją obecność, pokazują mi swoją prawdziwą naturę – tłumaczy Józef Puchała-Buchold, właściciel hodowli. – Kozy są bardzo inteligentne, jest więc co podziwiać.

Przygoda pana Józefa z hodowlą kóz alpejskich zaczęła się osiem lat temu. – Dostałem od przyjaciół malutkiego koziołka – wspomina. – Wypuściłem go na zalesioną działkę, a gdy wróciłem, nie mogłem go znaleźć wśród drzew i gęstej trawy. Pomyślałem więc, że to znak i dokupiłem dwie kózki.

Stadko było już oczywiście lepiej widoczne niż pojedynczy okaz. W międzyczasie okazało się, że "prezent" jest w prostej linii potomkiem championa górskiej rasy. – Zachęcony tym faktem zarejestrowałem gospodarstwo i zacząłem hodowlę połączoną z badaniami – opowiada pan Józef. – Z czasem zamieszkałem obok, by móc lepiej obserwować moje kozy.

Dziś hodowla liczy kilkadziesiąt zwierząt. By ich nie mylić właściciel każdemu nadał imiona. – Kozy doskonale chwytają intonację głosu, więc nie mają problemów z ich rozróżnianiem – mówi badacz. – To bardzo ułatwia pracę z nimi. Nie mówi się "ej, chodź tutaj", tylko podaje się konkretne imię, a zwierzę przychodzi.

Ile można zarobić na hodowli rasowych kóz? – Dobrze utrzymany kozioł kosztuje u mnie około 3 tys. zł – mówi pan Józef. – Mniejsze sztuki sprzedaję za dwa tysiące. Za dorodne poroże trzeba zapłacić około 1,5 tys. zł, zaś za wygarbowaną skórę kilkaset złotych. – Mleka na razie nie sprzedaję, bo nie mam go zbyt wiele, jednak koszt litra to około 10 zł – mówi hodowca.

Mimo tego, że ceny nie należą do niskich, właściciel hodowli, która funkcjonuje już od ośmiu lat, nie narzeka na brak klientów. Zmorą pana Józefa są tylko letnicy, którzy dokarmiają zwierzęta. – Rzucają tu różne rzeczy, niekoniecznie dla kóz jadalne – skarży się. – Kilka sztuk już mi padło od tych "frykasów", dlatego bardzo się staram, by nikt obcy nie kręcił się zbyt blisko naszego ogrodzenia.

BLIŻEJ CIEBIE, 23-08-2008
TEKST: G

 

  • ozorkowianin

    nie ma co… news ambitny…

  • miau

    To nie jest news, o ile nie zauważyłeś 🙂 To chyba bardziej reportaż 🙂 A kozy extra hehehe:-)

  • xXx

    to raczej „bomba ekologiczna” choc Lewin Klodzki daleko
    czy na tej dzialeczce jest woda ?

  • Guest

    uwielbiam wlasnie te kozy szczegolnie Andrzeja i jesli tylko moge to kaarmie pod okiem wlasciciela