Kantował jak… artysta

8
32

W miniona środę policja zatrzymała na terenie Uniwersytetu Medycznego w Łodzi 21-letniego Michała. Chłopak okazał się oszustem.
Dostał się na studia w UM na podstawie sfałszowanych dokumentów. Później sam sobie „zaliczał” egzaminy i wpisywał oceny do indeksu. Podczas praktyki w szpitalu syłudzał stypendia i recepty na leki narkotyczne. Kiedy informacja o jego kantach obiegła całą Polskę w Ozorkowie zawrzało. Chłopak był chlubą tego miasta. Jako wokalista zespołu muzycznego działającego przy miejscowym domu kultury zdobywał laury na wojewódzkich i ogólnopolskich konkursach. W niedzielę miał reprezentować swoje miasto na poetyckiej imprezie pamięci E. Stachury w Zgierzu.

Jeszcze teraz nie możemy uwierzyć, że Michał okazał się oszustem – mówi Barbara Cieślak, precownica Młodzieżowego Domu Kultury w Ozorkowie. – Wszyscy bardzo go lubiliśmy. To inteligentny i utalentowany chłopak. Pięknie śpiewa. Wszystkim stawiałam Michała za wzór, również swojemu synowi. Kto by pomyślał, że może zrobić coś tak głupiego…

A ja mu się nawet nie dziwię, że za wszelką cenę chciał się wyrwać z domu – przyznaje Grażyna Gos, także pracownica ozorkowskiego MDK.

Michał wychował się w biednej, patologicznej rodzinie. Maturę zrobił w ozorkowskim Liceum Zawodowym. Już jako uczeń zaczął przychodzić do MDK. Niekiedy tylko po to, by się ugrzać przy kaloryferze i napić ciepłej herbaty. Nigdy nie śpieszyło mu się do domu, w którym prawie zawsze był alkohol.

Po szkole ekonomicznej dostał się na studia medyczne w Poznaniu. Rodzina i znajomi byli święcie przekonani, że wciąż tam studiuje i za kilka lat wróci do Ozorkowa jako pan doktor.

W ubiegłym roku Michał miał drobny zatarg z policją. Kiedy został zatrzymany, odmówił podania nazwiska i rzucił się na funcjonariusza z pięściami. Sprawa miała swój finał w kolegium do spraw wykroczeń.

Podczas przesłuchań chłopak dał się poznać, jako człowiek, który wszędzie potrafi się znaleźć i w każdej sytuacji da sobie radę – mówią policjanci.

Obecnie Michał mieszka wraz z matką w wynajętym niewielkim mieszkaniu w Ozorkowie. Sąsiedzi są o chłopaku jak najlepszego zdania.

Stara się jak może, by matce niczego nie brakowało – mówi mieszkająca po sąsiedzku kobieta. – Jest opiekuńczy i czuły, chociaż matka zostawiła go samego w najtrudniejszym okresie dojrzewania. Po prostu wyszła z domu i nie było jej przez… siedem lat.

Rok temu Michał pojawił się na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Przedstawił fałszywe dokumenty świadczące o ukończeniu pierwszego roku studiów lekarskich w Poznaniu i został przyjęty na drugi rok łódzkiej uczelni. Fałszując wpisy w swoim indeksie, bardzo szybko dołączył do grona najlepszych studentów. Wkrótce przyznano mu stypendium naukowe. Postarał się też o stypendium socjalne. W ten sposób wyłudził w sunie 4,3 tys. złotych.

Jako student III roku w lipcu odbywał praktyki w szpitalu wojewódzkim w Zgierzu, na oddziale ginekologiczno-położniczym. Tam, podając się za lekarza, wyłudził od jednego z pracowników 50 czystych blankietów recept uprawniających do zakupu środków narkotycznych. Sam je wypełniał i realizował w łódzkich i zgierskich aptekach.

W październiku wyłudził na sfałszowane upoważnienia kolejnych 50 blankietów recept od narodowego Funduszu Zdrowia. Miesiąc później chciał powtórzyć ten numer. Wtedy właśnie powinęła mu się noga. Dokumenty podpisał bowiem nazwiskiem lekarza, który nie miał zawartej umowy z NFZ.

Kilka dni później wpadł w policyjną zasadzkę w dziekanacie uczeln – mówi Marek Machwitz z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. – Podczas przesłuchania przyznał się do winy.

W czwartek Michał został zwolniony z aresztu za poręczeniem majątkowym w wysokości 2 tys. złotych. Prawdopodobnie pieniądze te wpłaciła jego babcia.

Za fałszerstwa i wyłudzenia grozi mu kara do 8 lat więzienia.

Źródło : Express Ilustrowany, (DJ)
Data publikacji: 20.11.2004